piątek, września 27, 2013

Drogi pamietniczku.

Moze to ruch miasta, centrum, poprawial mi nastroj. Jakas sila, ktora mowila, ze nie wszystko tkwi w zastoju (jak ja). Podziwiam i chyle czola przed ludzmi, ktorzy potrafia zachowac sie i jako taki poprawny stan psychiczny w trakcie bezrobocia. Mnie osobiscie to zabija. Chociaz tyle, ze mozna popatrzec na krzatajacych sie po chodnikach ludzi. Posrednio to obserwowanie ich zajec, zadan, misji, questow (jak powiedzialby B.). On my way to get bread acid or however the translation. Dzis piatek. Piateczek bede byc moze za niedlugo mowic gdy spracowana po calym tygodniu z utesknieniem bede patrzec w strone wekendu. Tymczasem to nic wiecej niz kolejny czas oczekiwania na pazdziernik, na rozruch, na jakis ruch.
Co do historyjek o panu B. pewnie bede je z luboscia kontynuowac. Jakze ciekawy i niesztampowy zywot on wiedzie. Szkoda bylo by zaniechac rekordu jego bohaterskich poczynan rodem z jak oni to robia, opcjonalnie, the glos rynny.
Juz niedlugo przyjdzie listopad. Wszystkich swietych. Ciekawe jak wypadnie i jak ja (emfaza, nie gramatyczny naddatek!) bede miala wolne. Jak wspomniane wczesniej, jest ostatni dzien tygodnia roboczego (przynajmniej dla so called korpo). Ludzie zajmujacy o tej porze tygodnia i dnia lawki uwazani sa za nie majacych zbyt wiele zajec z zakresu tych obowiazkowych. I tak na przyklad, chlopak siedzacy na polnocny wschod ode mnie, fioletowa bluza, zglebia istotowosc chemii w chemii, tj. cole w plastiku. Co moze robic tu o tej porze? Czekac na kogos, celebrowac picie, reklamowac napoj, podladowywac akumulatory voyeuryzmem, grac w ingress? Na oko nastolatek. Udawac dandysa? Nie, to poczatkujacy dandys. Chyba. Na oko. Noga na noge. Czas w droge. Alkohol sam sie nie kupi.

Free Hit Counters